Archiwum dla Grudzień, 2013

Rozdział 21

- Halo?

- no cześć Wiki – odezwałam się do słuchawki

- Pati gdzie ty jesteś? Już 22 a Ciebie dalej nie ma!

- Mam taką… małą kurację oddechową. Wrócę jutro, nie wiem o której.

- dalej u Lou?

- tak. Ja muszę kończyć. Papa, do zobaczenia

- pa kochana – odłożyłam telefon na stolik i weszłam do kuchni gdzie Louis szykował kolację. Od dwóch godzin strasznie męczy mnie jedna myśl….

- to był Harry, prawda?

- tak, to był Harry. Nie chciałem żebyś bardziej cierpiała i według mnie powinnaś z nim porozmawiać jak będziesz gotowa… – widać było że jest zmieszany….

- nie martw się, dobrze zrobiłeś. – uśmiechnęłam się lekko próbując mu ułatwić sprawę.

- podano do stołu! – wykrzyknął Tomlinson odsuwając mi krzesło i zapalając dwie świeczki po środku w końcu sam usiadł na drugi koniec małego stoliczka.

- mmm. Kocham omlety – powiedziałam uśmiechając się szeroko. Resztę kolacji spędziliśmy w ciszy delektując się smakiem omleta z serem przy świecach. Gdy już skończyliśmy jeść, stwierziliśmy że pogramy na jego play station. W połowie gry gdy już go prawie rozwaliłam rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi.

- otworzę – powiedziałam. Otwierając drzwi stwierdziłam iż to jednak nie był dobry pomysł. Przede mną stał Loczek z całymi czerwonymi oczami i zapłakaną miną. Nic nie mówiąc przytulił mnie do siebie najdelikatniej jak potrafił.

- przepraszam – szepnął spuszczając głowę

- możesz mi wytłumaczyć dlaczego to powiedziałeś? Najpierw mi wyznajesz jaka to ja jestem wspaniała, że mnie kochasz. A gdy ja Cię pokochałam i byłam że czujesz to samo to ty mnie ranisz jak nikt inny! Do tego jeszcze cały świat nie gada o niczym innym, tylko na temat naszego związku. Ja Cię na prawdę pokochałam Harry….

- ja Ciebie też na prawdę kocham, nigdy nie poznałem kogoś takiego.. – patrząc na niego wróciło do mnie to wspomnienie - jak ja w ogóle mogłem z nią wytrzymać… 

- aa czyli tylko ze mną nie możesz wytrzymać?! Rozumiem….

- to nie tak. Alkohol robi swoje, a ja na prawde chciałbym to naprawić!

- po co, skoro podobno mnie nie kochasz? Skoro jestem aż taka beznadziejna?! – tym razem w moich oczach pojawiły się łzy

- może wejdźcie do środka, ja zaraz wracam, muszę iść do sklepu. – Lou bez słowa opuścił swoje mieszkanie, a ja i Harry usiedliśmy na kanapie.

- po co to ratować? Przecież masz teraz szansę żeby odejść, a nie dalej mnie okłamywać – stwierdziłam szeptem, a mój głos już totalnie się załamał.

-dlatego że to nie prawda, ja na prawdę Cię kocham!

- Harry, a nie wiem czy będę mogła Ci zaufać….

- co ja mam zrobić? Ja Cię serio kocham. To co powiedziałem Ci wtedy na balkonie to była prawda….

- zróbmy tak. Spróbujemy się zaprzyjaźnić, a gdy uznasz że już czas, zrobisz pierwszy krok. Ja na pewno będę czekała

- a ty i Lou…

- to mój przyjaciel Harry….

- dziękuję Ci. Obiecuję, że tym razem już się na mnie nie zawiedziesz. Kocham Cię! Patrycja, mogę zrobić coś ostatni raz? – nie czekając na odpowiedź podszedł do mnie i delikatnie musnął moje usta. Kocham ten smak. Wszytsko było takie delikatne, zrobił to tak, żebym zapamiętała każdy milimetr jego ust – mam nadzieję że to nie ostatnia okazja – stwierdził, po  czym wyszedł z mieszkania

 

*miesiąc później*

- Patrycja Harry już czeka. Gdzie tym razem Cię zabiera?

- obiecał mi, że w końcu nauczę się grać w kręgle. – wywróciłam oczami po czym zaczęłam ubierać mój czarny płaszcz

- jesteście już razem? – zapytała Wika

- Nie, ale wydaje mi się że on coś planuje. – zmarszczyłam brwi i wzruszając ramionami wyszłam z mieszkania, kierując się do auta Hazzy. Jeszcze chyba nikt nigdy o mnie tak nie dbał. Jak źle się poczułam, przyjeżdżał i opiekował się mną. Gdy napisałam że idę na zakupy bo nie mam nic do jedzenia to kazał mi zostać w domu i sam załatwił wszystko. Spędziliśmy kilkanaście wieczorów razem, a on spełniał moją prośbę i  na razie nie próbował niczego więcej. Już zaczynam mu ufać widząc, jak bardzo się stara. Mam tylko nadzieję że wyczuje dobry moment.

- cześć Haz

- hej słońce – już od tygodnia codziennie mnie przytula tym swoim długim pełnym miłości hugiem. – gotowa na kręgle? – zapytał z uśmiechem

- no jasne, już nie mogę się doczekać. Wiesz że nigdy nie grałam?

- serio? To teraz dostaniesz lekcję od prawdziwego mistrza! – powiedział z uśmiechem i ruszyliśmy. Jechaliśmy około 2 minuty i byliśmy na miejscu. Jak zwykle, cały czas rozmawialiśmy, nigdy nam się nie kończyły tematy. Kręgielnia była bardzo duża, a my podeszliśmy do recepcji mówiąc o wcześniej zarezerwowanym torze. Dziewczyna za ladą próbująca poderwać Harry’ego prawie zabijała mnie wzrokiem. W pewnym momencie zawibrował mój telefon

- Hej Lou, powiedziałam do słuchawki z uśmiechem na twarzy.

- Dziś też wpadniecie? – zapytał uradowany

- może potem bo teraz będę się uczyła grać w kręgle – odpowiedziałam z entuzjazmem

- to powodzenia. Kocham Cię – odpowiedział

- ja Ciebie też. – tak, ja i Lou bardzo się do siebie zblirzyliśmy, ale to tylko przyjaciel.  Kochałam go bardziej jak brata. Hazz słysząc to wywrócił oczami.

- Ja Ciebie bardziej – odpowiedział, a ja spojrzałam na dziewczynę przed nami, która myślałam że mnie tam zamorduje. Loczek mnie przytulił i poszliśmy na wskazany tor, gdzie po drodze złapały nas fanki i poprosiły o zdjęcie osobno – ze mną, i z Harrym

- spójrz na mnie – powiediał, i walnął pięknego strike’a

- chyba nigdy się nie nauczę – jęknęłam. Haz się zaśmiał i podszedł do mnie od tyłu przylegając całym swoim ciałem. Chwycił w swoje ręce moje, i nakierowując mnie rzuciliśmy tak, że został tylko jeden. On wcale nie zamierzał mnie puszczać, przytulił mnie jeszcze mocniej, splatając swoje palce na moim brzuchu

- wiesz co w tobie kocham najbardziej? – zapytał się szeptem prosto do mojego ucha – wszytsko, ale najbardziej to, że przy Tobie mogę być po prostu sobą. – puśił mnie i rzucił gdy nadeszła jesgo kolej. Jak on to robi? Takimi samymi sposobami jak wcześniej rzucałam jeszcze 3 kolejki, jednak już piątą musiałam sama.

- dasz sobie radę – mówił loczek. – nakierowałam kulę i rzuciłam. Zbiłam wszytskie! Nie wierzę! – wiedziałem że Ci się uda! – powiedział uradowany Loczek podnosząc mnie do góry i  obkręcając parę razy. – w końcu miałaś świetnego nauczyciela – stwierdził, po czym przejechał palcami po moim policzku, zbliżając nasze twarze do siebie. Gdy już już byliśmy milimetr od siebie..

- Przepraszam, Harry? Mogę prosić o autograf? – zapytała dziewczynka, miała może z 9 lat.

- jasne, odpowiedział. – jak się nazywasz?

*miesiąc później*

Usłyszawszy dzwonek do drzwi nie patrząc kto dzwoni krzyknęłam

- Cześć Kochanie! – otworzyłam drzwi i widząc Louisa, na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy uśmiech

______________________

Hej Wszystkim :D to chyba najdłuższy rozdział jaki napisałam! Przepraszam jeśli są jakieś błędy ale mam tu wszytsko po Norwesku i mi podkreśla wszystkie słowa! 0 polskiego…

Mam nadzieję że się podoba :*

LOVE YOU ALL

Ogłoszenie

jak już wcześniej pisałam za niedługo się wyprowadzam z kraju, więc następny rozdział pojawi się gdzieś na święta. Przepraszam ;<